piątek, 13 listopada 2015

Rozdział 11: "Ten twój Niall już ci nie pomoże. "



Nie do wiary że to już połowa wakacji.
Jeszcze miesiąc i znowu szkoła. Tak w zasadzie to college. Ja, Laura, Harry i Niall dziwnym trafem idziemy do tego samego. W sumie to sami sobie go wybieraliśmy. Ja i Laura już od lat wybieramy te same szkoły. Ale Harry i Niall... Nie wiem. Może Niall zdecydował ze względu na mnie? A Harry to czysty przypadek? Albo też podąża za przyjacielem? Nic nie wiem, i narazie nie chce wiedzieć. Jedyne, co chcę narazie wiedzieć to o co chodziło tej dziewczynie. Najprawdopodobniej o imieniu Mel. Naprawdę aż tak bardzo nie znam Niall'a? Jest też opcja, że ona kłamie, jak z nut. Może poprostu nie ma co robić i chce zrujnować komuś życie? Dziwne.

-Dove? - z zamyślenia wyrwa mnie Niebieskooki. Patrzy na mnie, marszcząc brwi. Jego wyraz twarzy jest pytający.
-Tak?
-Co się dzieje?
-Nic.
-Odkąd wróciliśmy, zachowujesz się inaczej.
-Inaczej?
-Tak.
-Dlaczego ?
-Cały czas chodzisz zamyślona, smutna. Masz jakiś problem?- spytał siadając obok mnie na łóżku.
-Problem? Nie, żadnego.
-Na pewno?
-Tak. -kłamię.
-To chodź. Idziemy.
-Gdzie?
-Zobaczysz. - łapie mnie za rękę i  ciągnie w stronę drzwi. Schodzimy na dół, Nialler bierze kluczyki od samochodu z blatu i wychodzimy z domu.


Wsiadamy do auta.
-Gdzie jedziemy?
-Nie ważne.
-Ważne.
-Nie.
-Tak.
-Nie denerwuj się tak kochanie, to szkodzi urodzie. -śmieje się.
-Ja się nie denerwuję. - zakładam ręce na klatce piersiowej.
-Denerwujesz.
-Nie.
-Niech ci będzie. Ale to ostatni raz, kiedy ci odpuszczam. Rozumiesz ?
-Jak to?- on się tylko zaśmiał. Nie zauważyłam jak samochód ruszył i się zatrzymał. Jesteśmy przed wielkim budynkiem. Kolorowe światła, głośna muzyka. Tak, to impreza.

-Niall!
-No co? Nie bądź imprezową kupą, Dove.- śmieje się podchodząc do mnie.
-Nie jestem imprezową kupą. Zobacz jak ja wyglądam! Nie powiedziałeś mi, a mogłam się przebrać.. -jęczę.
-Wyglądasz ślicznie. I nie marudź  bo powiem chłopakom że jesteś imprezową kupą. - zupełnie jak dziecko pokazałam mu język, a on jeszcze głośniej się zaśmiał.


Weszliśmy do środka. Jest pełno ludzi. W rogu pabu stoi kanapa. Obok są toalety. Idę za Niallem nie  puszczając jego dłoni. Mnóstwo ludzi patrzy na mnie. Nie wiem dlaczego. Po chwili Niebieskooki zatrzymuje się. Widzę że wita się z jakimś kolesiem. Gada z nim chwilę. Staram się nie słuchać ich rozmowy, ale nie mogę. Zbyt ciekawska jestem.
-No stary. Szacun, niezła ta twoja  nowa dupa. - fuuj! Ohyda! Czuje jak mi podchodzi kolacja do gardła.
-Dzięki, ale się nie rozpędzaj. - zupełnie poważnie odpowiada mu Niall.
-Luzuj, chyba nie chcesz wystraszyć kolejnej laski, co?
-Hamuj się. -mówi przez zaciśnięte zęby.
-Spokojnie. -unosi ręce do góry i odchodzi. Udaję że nie słyszałam ich rozmowy.
-Chcesz potańczyć? -pyta.
-Jasne. - wyszliśmy na środek sali. Po kilkunastu minutach jestem wykończona tańczeniem.

-Przerwa? -pyta
- Dziękuję. -siadamy na kanapie. Odpoczywamy chwilę.
-Pójdę po coś do picia.- mówi w końcu Niall.
-Dobra.- mówię i uśmiecham się, choć wcale tego nie chcę. Boję się zostawać sama. Nie wiem dlaczego, ale boję. Czekam chwilę. Patrzę na ludzi, którzy obijają się o siebie na parkiecie. Nagle mój nadgarstek zostaje mocno ściśnięty. Ktoś ciągnie mnie w stronę tylnych drzwi nic nie widzę . Jest ciemno. Po sylwetce postaci, stwierdzam że to mężczyzna, ale nie Niall. Zaczynam krzyczeć. Niestety. Druga nieznajoma dłoń zakrywa mi usta. Czuję się pokonana.
Zauważam że jestem już na zewnątrz. Zostałam podparta do ściany, która jest zimna. Oba moje nadgarstki są  mocno przywarte do niej. Znowu zaczynam krzyczeć.
-Zamknij się! - słyszę ochrypnięty głos.
-Niall! -krzyczę totalnie wystraszona. Moje policzki są już mokre od płaczu.
-Ten twój Niall już ci nie pomoże. - poznaję ten głos..
-Beck! Zostaw mnie! - Beck to mój były. Jest strasznie zazdrosny. Zawsze był. Raz gdy rozmawiałam z kolegą, dostałam od niego. Wtedy z nim zerwałam.
-Dlaczego miałbym?
- Jeśli mnie puścisz, to nic nikomu nie powiem.
-Śmieszna jesteś.
-Niall! - znowu krzyczę.
-Powiedziałem, zamknij się! - znowu krzyczy. Ale to nie wszystko. Znowu poczułam jego silną dłoń na swojej twarzy. Tak, on znowu mnie uderzył.
-Daj mi do cholery spokój!
-Już ci powiedziałem że tego nie zrobię.
-Czego ty palancie chcesz?
-Dużo rzeczy- pluję na niego- niegrzeczna. - śmieje się szyderczo.
-Chrzań się. Niall!
-Stul twarz! - i znowu. Po raz kolejny dał mi poczuć, jakim dupkiem jest. Nienawidzę go! Po tym jak mnie już trzeci raz uderzył, nic  nie czuję, oprócz tego, jak mnóstwo łez leje się ze mnie. Ból uścisku Becka ustał. Zsuwam się plecami po zimnej ścianie patrząc jak Niall go tłucze. Krew się leje. Nie tylko z obitej mordy Becka, ale i z mojej. Widzę z jaką nienawiścią Niall zadaje kolejne ciosy. Podoba mi się to. Niech teraz płaci za to co mi zrobił.
-Zabijesz go. - wyduszam z siebie.
-Należy mu się. -odpowiada kopiąc leżącego już Becka.
-Już go zostaw. - odciągam Nialla od jego ofiary.
-Idziemy. -mówi stanowczo.
-A ty tu gnij. Szmato. - rzucam i idę za Niallem.
Jesteśmy u niego w domu.



-Wszystko w porządku? -pyta szybko.
-Tak. Ale boli, bardzo.
-Wiem słońce -przytula mnie do siebie- bardzo cię przepraszam.  Obiecałem ci.
-To nie twoja wina..
-Moja. Gdybym cię tam nie zostawił..
-Ej, jest dobrze. Żyję.
-Obiecałem ci.
-Nie wiedziałeś.
-Ale obiecałem.
-Żyję.
-Na szczęście.
-Szczęście to było patrzenie jak go tłuczesz. -śmieję się.
-Znasz go w ogóle?
-Niestety tak.
-Kto to?
-Mój były..
-Ile razy cię uderzył?
-Jak byliśmy razem to raz. A przed chwilą dwa.
-Cholera! - krzyczy.
-Nie obwiniaj się o wszystko.
-Nie potrafię.
-To cię nauczę. -uśmiecham się.
-Super. -uśmiecha się do mnie, po czym całuje.
**********************************
college- [wymawiaj : koledż] szkoła po liceum.
Witajcie moi drodzy :) jak się podoba rozdział ??
KOMENTARZ = MOTYWACJA= NOWY ROZDZIAŁ ♡.♡


wasza Directioner 😍





poniedziałek, 2 listopada 2015

Rozdział 10: "Mówiłam ci już, że go uwielbiam i nie zdejmę go, dopóki nie przestanę cię kochać. "




-Wesołej miesięcznicy ! - krzyczy z szerokim uśmiechem na twarzy. Jest ubrany w czarny garnitur, a w rękach trzyma bukiet czerwonych róż i wino.
-Jaki ty kochany. - uśmiecham się i zapraszam do środka.
-Ugotowałam spaghetti. - śmieję się wkładając bukiet do wazonu z wodą.
-Pewnie będzie pyszne. - widzę jak Niall siada do stołu. Wyjmuję dwa kieliszki do wina i stawiam je na stół. Do każdego z nich nalewam porcję czerwonego trunku i siadam na przeciwko Niebieskookiego.
Podczas jedzenia, dużo się śmieliśmy. Zazwyczaj z siebie nawzajem.
Skończyliśmy jeść, a w tle leciał ten sam kawałek, jak wtedy gdy byliśmy na imprezie u Zayn'a, a Niall poprosił mnie do tańca.
Niebieskooki wstał od stołu i podszedł do mnie.
-Czy mogę prosić? -pyta grzecznie i wyciąga dłoń w moją stronę. Uśmiecham się do niego i łapię go za rękę. Idziemy na środek pokoju i przytuleni do siebie zaczynamy tańczyć. Jego dłonie szybko zjeżdżają na dół moich pleców. Ja zakładam ręce na jego szyi. Mocno wtulam się w chłopaka. Gdy piosenka kończy się, Niall okręca mnie ostatni raz i całuje w rękę.
Ja przybliżam się do niego i całuję.

Jesteśmy na lotnisku. Żegnam się z babcią oraz rodziną Niall'a. Wchodzimy do samolotu. Siadam pomiędzy Niallem, a Liv. Moją uwagę przyciąga dziewczyna. Ta sama która zaczepiła mnie w barze. Ignoruję jej przenikliwy wzrok i zaczynam rozmawiać z Niall'em. Gdy opowiada mi o swoim dzieciństwie, usypiam. Opieram głowę o jego ramię i poprostu usypiam wsłuchując się w jego  głos. Budzę się dwie godziny później.
-Och. Moja księżniczka wstała. - uśmiecha się szeroko, szepcząc mi do ucha. Przecieram oczy i składam delikatny pocałunek na jego rozgrzanym policzku.
-Ty też spałeś. -mówię.
-Trochę. - wzrusza ramionami.
-Ile zostało do lądowania?
-Dwie godziny.- przewracam oczami.
-Wytrzymasz.
-No, wytrzymałam miesiąc z tobą, więc dwie godziny w samolocie to dla mnie nic. -śmieję się.
-No dziwie się że wytrzymałaś..
Bo przecież jestem taki wkurzający, irytujący, głupi i w ogóle..- wymienia na palcach- O, i jeszcze jesteś idiotą..- dokańczam.
-Może i jestem idiotą, ale na pewno słodkim, prawda kochanie? - mówi szeroko się uśmiechając.
-Jasne.-potakuję i śmiejemy się.
Już kilka minut bawię się wisiorkiem, który dostałam od Niall'a. Jest srebrny i jest na nim wygrawerowane "Niall". Przypominam sobie słowa, które powiedział gdy mi go wręczył.
"Żebyś nigdy nie zapomniała, od kogo to dostałaś."
Uśmiecham się myśląc o tym wspomnieniu.
-Podoba ci się? -pyta Niall.
-Mówiłam ci już, że go uwielbiam i nie zdejmę go, dopóki nie przestanę cię kochać.-
Uśmiecham się patrząc mu w oczy.
-Mam nadzieję że ten dzień nigdy nie nadejdzie. -mówi.
-Ja też.
**********************************************

niedziela, 25 października 2015

Rozdział 9: "Ja cię tylko ostrzegam. Uważaj na siebie. On jest niebezpieczny. "


Hej pysie ♡.♡ Co u was ? No... U mnie nie najgorzej >_< trochę mnie zawiedliście. Znowu ten sam temat :( "mało komentarzy"
Co się dzieje ? Kiedyś były nawet po 3 kom, a teraz.. cud jak 1 jest :'( Trochę mi przykro :| Jak już mówiłam mam trochę rozdziałów "na zapas" więc jakbyście się poprawili z tymi komentarzami to bym mogła nawet codziennie je dodawać. :) (dopóki by mi się nie skończyły) mam nadzieję że się uda, bo naprawdę robi się coraz gorącej <3 myślę że wam się spodobają nowe rozdziały :)
To tyle ode mnie <3 Bay ❤
~Directioner 😍
********************************

Wciąż jesteśmy w Mullingar.
Jestem z Niallem w barze. Siedzimy, rozmawiamy i śmiejemy się.
Zauważam że do budynku wchodzi jakaś dziewczyna. Nie zwracam jednak zbytnio na nią uwagi. Niall wyprostował się  i wstał od stolika.
-Muszę iść do toalety.
-W porządku.- odprowadziłam go wzrokiem. W końcu wyjmuję telefon z kieszeni i przeglądam go . Podchodzi do mnie ta dziewczyna. Jest zupełnym przeciwieństwem mnie. Jest brunetką, ma zielone oczy i trochę wyższa ode mnie. Siada na miejscu, gdzie wcześniej siedział Niebieskooki. Przyglądam jej się ze zdziwieniem.
-O co chodzi? -pytam.
-O ciebie - odpowiada- przyszłaś tu z Niallem?
-Co cię to obchodzi? - mrużę na nią oczy.
-Ja cię tylko ostrzegam. Uważaj na siebie. On jest niebezpieczny.
-Skąd możesz to wiedzieć? - syczę.
-Byliśmy kiedyś razem. Do czasu, kiedy..- zerwała się z miejsca, gdy zobaczyła że Niall wraca. Wybiegła z baru szybciej, niż tu weszła. O co mogło jej chodzić?  Dlaczego zerwali ?
Niall siada z powrotem na swoje miejsce i uśmiecha się do mnie szeroko.
-Mogę zadać ci kilka pytań?
-Dawaj.
-Ile miałeś dziewczyn przede mną?
-Głupie pytanie.
-Nie prawda.
- Nie wiem... Może 7...
- Jak miała na imię twoja ostatnia?
-Kurde, Dove. O co ci chodzi?
-O nic.
- Mel.
-Mel?
-Tak.
-Dlaczego zerwaliście? - walę prosto z mostu. Widzę że te pytanie sprawiło mu kłopot.
-No bo.. - jego wypowiedź przerwała kelnerka, która przyniosła nam jedzenie. Ulżyło mu, widziałam to.
Po zjedzeniu kolacji wyszliśmy z baru. Idziemy chodnikiem trzymając się za ręce. Zmierzamy w stronę naszej ulicy. Cały czas trwa ta niezręczna cisza.
-Dlaczego o to pytałaś? -Niall jak zwykle ją przerwał. Nie wiem czy powinnam mu mówić o tym co się stało.
-Po prostu. Chciałam wiedzieć.- on nie odpowiada. Jest bardzo tajemniczy. Podoba mi się to.
Mijamy dom Nialla.
-Niall, minęliśmy twój dom.
-Wiem.
-I ?
-Chcę cię odprowadzić. - gdy dotarliśmy pod dom mojej babci zatrzymaliśmy się.
Stoimy naprzeciw siebie i patrzymy sobie w oczy.
-Kocham cię -mówię wciąż wpatrując się w jego tęczówki. On nic nie mówi tylko uśmiecha się lekko. Jego wyraz twarzy nie wyraża żadnych emocji- przepraszam..- bełkoczę i odwracam się plecami. On jednak łapie mnie za ramiona i przekręca tak, że znów jestem twarzą do niego. Całuje mnie i mówi
-Ja ciebie też kocham. - uśmiecham się i idę w stronę drzwi. Odwracam się i ostatni raz uśmiecham się do niego, po czym wchodzę do domu.
-Cześć. - wołam.
-Cześć. - słyszę cichy głos Olivi dobiegający z salonu.
-Gdzie babcia?- pytam zamykając drzwi na zamek i klucz.
-Niedawno poszła się położyć.
-Już? -pytam zdziwiona.
- No wiesz, 20 to czas snu dla emerytki. - śmiejemy się wspólnie, a ja siadam obok niej.
-Co oglądasz?
- "Kobiety które zabijają."
-Mhm. Niezbyt zachęcający tytuł.
-Wiem, ale nie ma nic innego.
-Tak myślałam.
-Co u was?
-"Nas" ?
-Ciebie i Nialla.
-Aha.. No w sumie to dobrze. Ale głowię się nad czymś..
-Nad czym?
-Jak byliśmy w barze i Niall wyszedł do toalety..
-Czekaj..- przerwała mi i wzięła pilot od telewizora do ręki, po czym go wyłączyła.- Mów dalej. - przewróciłam oczami i kontynuowałam..
Jak już jej opowiedziałam tą dziwną historię, przyglądała mi się chwilę.
- "Uważaj na siebie, on jest niebezpieczny." -cytowała.
-Tak..
-A może ona jest jakaś chora psychicznie, czy coś?
 -Przestań.. Wyglądała normalnie..
-Nie mam zielonego pojęcia o co mogło jej chodzić. - przyznaje.
-Ja też nie..
Leżę na łóżku, próbuję usnąć, ale nie mogę. Mimo tego co się stało, jestem w sumie szczęśliwa. Pogadałam z siostrą, zwierzyłam się itd..
Za 2 dni wylatujemy do Londynu.. Ciekawe czy coś się zmieni.
Prawie zapomniałam! Jutro mamy rocznicę. Muszę kupić coś Niall'owi. Przez dość długi czas zastanawiałam się co mu kupić. Nic jednak nie wymyśliłam. Jakimś cudem usnęłam.
Przecieram oczy patrząc na zegarek.  8:37.  Szybko wstałam i ogarnęłam się. Poszłam pod prysznic, umyłam głowę, zęby itd. Ubrałam letnią sukienkę, zrobiłam make-up, a włosy związałam w wysokiego kucyka.
-Liv, jedziesz ze mną? - pytam siostrę lekko szturchając ją w ramię.
-Nie. -burczy.
-Nawet nie wiesz gdzie.
-Gdzie?
-Na zakupy.
-Nie.
-To nie. -wzruszam ramionami i zakładam swoją torebkę przez ramię, po czym wychodzę z pokoju.
Schodzę po schodach. W kuchni widzę babcię, która czyta gazetę i pije herbatę, jak co rano.
-Babciu, jadę na zakupy..- oznajmiłam zakładając buty.
-Czym?
-Pewnie autobusem.
-Przestań! -krzyczy i podaje mi klucze od swojego auta.
-Babciu ja nie mam prawa jazdy.
-Oj.. Nie przesadzaj. Zabaw się dziewczyno ! Jak coś to będzie na mnie.- mówi i się śmieje.
-Jesteś super babciu, dziękuję. - uśmiecham się do niej i wychodzę z domu.
Podchodzę do auta, a następnie wchodzę na miejsce kierowcy. Rok temu zdawałam prawko, ale oblałam... Nie ważne. Ważne, że jeszcze pamiętam jak się jeździ. Odpalam silnik i ruszam. Po 10 minutach jestem przed galerią handlową. Wychodzę z samochodu i zamykam go.
Chodzę po sklepach już godzinę. Niby już kupiłam prezent dla Nialla, ale szukam jeszcze czegoś dla siebie. Nic jednak nie ma.
Postanawiam wrócić. Jest 11:00.
10 minut później jestem z powrotem w domu.

-Hej, skarbie.
-Hej, co słychać?
-Bardzo dobrze.
-Super.
-Mógłbyś przyjść do mnie ?
-Jasne, o której?
-Za godzinę.
-Świetnie. To do zobaczenia. Kocham cię.
-Ja ciebie też.
Chcę przygotować kolację dla Niall'a. Poprosiłam babcię, żeby pojechała gdzieś z Olivią. Tak mają zrobić, ale chciały pomóc mi jeszcze wszystko przygotować. Nakryły do stołu. Ja ugotuję spaghetti i takie tam.. Mija pół godziny. Stół nakryty. Kolacja prawie gotowa. Tylko ja wyglądam jak jakiś wycieruch ! Idę na szybki prysznic.  Zakładam sukienkę i czarne szpilki, a  włosy rozpuszczam.
Jest już 16.00. Liv i babci już nie ma. Jedzenie jest gotowe. Czekam tylko na Nialla.
W końcu ktoś puka do drzwi. Otwieram i widzę go.
**********************************

poniedziałek, 19 października 2015

Rozdział 8: "Bo z tęsknoty się głodziłam."


- Nie wiem. Wiem jedynie że mają dwóch synów.
-Gregg! Gregg to brat Niall'a! -krzyczę i biegnę do łazienki. Myję zęby i robię makijaż. Rozczesuję włosy i ubieram się w jeansowe  spodenki i koszulkę. Włosy pozostawiam rozpuszczone.  Babcia i Liv patrzą na mnie jak na wariatkę.
-Który numer domu ?
-13 chyba.
-Dziękuję ci bardzo, babciu. -całuję ją w czoło i wychodzę. Zza drzwi słyszę jeszcze jej głośny śmiech.
Idę, a w sumie to biegnę w stronę wskazanego mi adresu.
-10, 11 , 12... -mówię sama do siebie - 13 ! Jest!
Podchodzę do drzwi dużego, pięknego domu który prawdopodobnie należy do rodziców Nialla. Niepewnie naciskam na guzik dzwonka. Spoglądam na zegarek, który mam na nadgarstku. Jest 11. Może jeszcze śpi...
Po dłuższej chwili ktoś otwiera mi drzwi. To nie kto inny, jak mój Niall! Tak! Wreszcie!
Jest ubrany w swoje szare, dresowe spodnie, a na jego torsie, nie ma koszulki. To co trzymał w dłoni upadło na ziemie, robiąc hałas.
Rzuciłam mu się w ramiona. Moje ręce oplątane są wokół jego szyi, a nogi wokół pasa. Przytulam go mocno.
-Tak bardzo tęskniłam. - mówię prawie niesłyszalnym głosem, a po policzkach znowu spływa mi ta słona ciecz. Leje się ze mnie całymi strumieniami.
-Ja też. - jego dłonie masują delikatnie moje plecy.
-Czemu jesteś lżejsza, niż ostatnio kiedy cię nosiłem?
-Bo z tęsknoty się głodziłam. - mówię , a Niall się śmieje.
-Kocham jak się śmiejesz. - odrywam głowę od jego ciała i opieram swoje czoło o jego i się uśmiecham.
-A ja kocham ciebie. - uśmiecha się i całuje mnie.  
-Bardzo mi tego brakowało, wiesz ?
-Wiem, bo mi też tego brakowało. - uśmiecha się i znowu mnie całuje.
Ktoś odchrząkuje za plecami Nialla. Odklejamy się od siebie, a Niall stawia mnie na ziemi.
-Mamo, to jest Dove. Dove to jest moja mama. - przedstawia nas sobie i uśmiecha się do mnie szeroko.
-Dzień dobry pani.-uśmiecham się do mamy Niebieskookiego.
-Witaj skarbie - uśmiecha się do mnie i przytula.
Siedzimy na kanapie, oglądając album ze zdjęciami.
-Och, a tu Niall miał rok. - mówi starsza kobieta wskazując na zdjęcie. Niall kręci głową z poirytowania.
-Mhm. Mamo my już musimy iść. - mówi Niebieskooki wstając z kanapy. Ja również wstaję i podchodzę do Nialla stając obok niego.
-Dlaczego ?- pyta zdziwiona i posmutniała.
-Po prostu. Musimy.
-Dobrze. Idźcie. - mówi i macha ręką.
Nialla łapie za rękę i wychodzimy z domu. Idziemy chodnikiem wciąż trzymając się za ręce. Nikt z nas się nie odzywa, ale Niall przerywa to milczenie.
-Jak się tu znalazłaś?
- Moja babcia niedawno się tu przeprowadziła i dzisiaj przy śniadaniu Liv wspomniała jej o tobie. Powiedziała mi że mieszka tu rodzina o twoim nazwisku. Na początku nie byłam pewna czy to może o ciebie chodzić, ale jak powiedziała że mają dwóch synów to wiedziałam już że to prawda. -patrzę na niego i uśmiecham się.
-I co zrobiłaś później?
-Później ogarnęłam się  i przybiegłam do ciebie.
-Biegłaś do mnie? - śmieje się.
-Taaaak. -również się śmieję.
- Jesteś super. - zatrzymuje się.
-Wiem. - mówię a on mnie całuje. Stoimy na chodniku i się całujemy. Moje włosy rozwiewa mocny wiatr. Zapewne wyglądamy uroczo.

Wciąż spacerujemy ulicami. Rozmawiamy o tym, co się działo jak się nie widzieliśmy.
-Na ile zostajesz u babci?
-Tydzień.- uśmiecham się.
-Czyli że razem wracamy do Londynu. - szeroko się uśmiecha.
-Tak.
*******************************
Heej :D Dlaczego tak szybko rozdział? Bo pod ostatnim nareszcie pojawił się kom 😉
I'm happy ! XD mam już napisane kolejne rozdziały :) (do 11 włącznie) cieszycie sie ? Jeśli będzie dużo komentarzy to mogę dodawać nawet co 2 dni, dopóki mi się nie skończą :)
alf to tylko gdy znów zaczniecie się odzywać.. Pod poprzednimi rozdziałami liczba komentarzy to oczywiście 0.. Zawiodłam sie trochę. :(
a jak relacje z tego rozdziału ?? 👆 cieszycie się że Niall wrócił? Bo ja bardzo :D
przepraszam za wszelkie możliwe błędy :\
do nexta misie 😍
~Directioner 😍

sobota, 17 października 2015

Rozdział 7: "Niall, Niall Horan. I tak, jest BARDZO przystojny."

Rozdział 7: "Niall, Niall H
Na pierwszy rzut oka pomyślałam sobie "Irlandia", ponieważ na ścianie wisi flaga tego kraju, a po drugiej stronie drzwi, wyryta jest na nich czterolistna  koniczyna. Na innej ścianie są poprzyklejane zdjęcia. Na kilku z nich rozpoznaję Niall'a. Przejeżdżam opuszkami palców po twarzy Niebieskookiego i uśmiecham się sama do siebie. Wychodzę z pokoju, ostatni raz patrząc na niego kątem oka. Schodzę na dół i biorę telefon do ręki. Dzwonię do Laury.
-Halo?
-Cześć
-Cześć, co tam?
-Dobrze. Co robisz?
-Jem.
-A chciałabyś wpaść?
-Dobra. Jesteś u Niall'a, prawda?
-Tak. -śmieję się.
-Okey. Babski wieczór.
-Dokładnie.
-To zaraz będę.
-Czekam.
Odłożyłam komórkę na miejsce i zaczęłam szukać jakichś przekąsek.
-On musi mieć ich tu mnóstwo. Łakomczuch. -mówię  do siebie. W końcu znalazłam. Chipsy, żelki, cukierki. Z lodówki wyjęłam Colę. Wszystko poukładałam na stoliku, który stał przed kanapą. Po chwili zadzwonił dzwonek do drzwi. Otwieram i widzę jak zwykle uśmiechniętą Laurę. Witam ją i zapraszam do środka. Powiesiła swoją torebkę na wieszaku i usiadła na sofie.
-Co oglądamy? -pytam podchodząc do szafki z płytami.
-Komedia romantyczna?
-W porządku. Może to? - pokazuję jej płytę.
-Okey. - włączam płytę i za moment film się zaczyna. Podczas oglądania, bardzo dużo się śmiejemy, płaczemy. Mega dziwny wieczór.. Film trwał niespełna 2 godziny. Teraz leżymy w łóżku.
-Naprawdę szukasz pracy?
-Tak. Jestem już dorosła, trzeba zacząć na siebie zarabiać.
-Może ja też powinnam?
-Nie wiem.. A chcesz? Bo wiesz, tobie nigdy nie brakowało kasy.
-Tak, ale nigdzie jeszcze nie wyjeżdżam, więc..
-Jak chcesz.
-Jak się czujesz?
-O co ci chodzi? -pytam zdziwiona unosząc się na łokciach.
-No że Niall'a nie ma i w ogóle.
-Aa.. O to.. No jest mi ciężko, ale staram się o tym wszystkim za dużo nie myśleć.-wzruszam ramionami.
-Będzie dobrze. -odwraca się do mnie i uśmiecha. Ja również się uśmiecham, a potem obie zasypiamy.
Minął tydzień odkąd Niall wyjechał.. Właśnie wracam z pracy. Taaaaa.. Znalazłam ją. Jestem opiekunką do dzieci. Lubię tą pracę. Ogółem, to lubię dzieci. Jest dobrze płatna, więc jestem zadowolona. Wchodzę do domu Niebieskookiego. W rękach mam mnóstwo toreb. Idę z nimi do kuchni, a następnie je rozpakowuje. Z szafki Teda wyjmuję jego smycz, po czym wołam go i zaczepiam o obrożę. Zakładam swoją torebkę przez ramię i wychodzę z domu wcześniej go zamykając na klucz. Idę z psem w stronę mojego domu. W końcu docieram na miejsce. Wchodzę spuszczając Teda ze smyczy.
-Cześć kochanie.- wyskakuje mama zza lady kuchennej.
-Cześć mamo.
-Mam dla ciebie wiadomość.
-Słucham. - zakładam dłonie na biodrach głośno wzdychając.
-Razem z Olivią lecicie dzisiaj do babci.
-Jak to "lecicie"? -pytam zdziwiona.
-Babcia przeprowadziła się niedawno do Mullingar. - wiedziałam, że gdzieś już słyszałam tą nazwę..
- W porządku. O której mamy samolot?
-18:30.
-Mamo!- krzyczę wkurzona- wiesz która jest godzina?!
-Wiem, 17.
-Właśnie!
- No to się ruszaj! Godzinę masz!
-Bardzo śmieszne! -mówię poirytowana przewracając oczami- Ted! -wołam psa zaczepiając go z powrotem na smycz.-
-Ja zawiozę Olivię na lotnisko. Ty zamów sobie taxi.- mówi podając mi 20 dolarów. Zabieram jej z ręki banknot i wychodzę. W kilka minut dochodzę do domu Niallera. Wchodzę i biegnę na strych po klatkę dla Teda.
Wchodzę do sypialni i biorę swoją walizkę. Wrzucam do niej wszystko co będzie mi potrzebne. Na końcu wkładam do niej Niallerową bluzę, wcześniej ją przytulając. Z walizką schodzę na dół. Do oddzielnej torby spakowałam rzeczy dla Teda.
Jesteśmy na lotnisku. Ostatni raz żegnamy się z mamą.
" Pasażerów lecących lotem 204 do Mullingar prosimy o wejście do samolotu." Pojedyńcza łza spływa mi po zimnym policzku, gdy przypominam sobie, jak byłam z Niallem na lotnisku. Wchodzimy do samolotu wcześniej oddając nasze bagaże i klatkę z psem do obsługi. Na szczęście znalazły się 2 wolne miejsca obok siebie.
-Przepraszam, ile będzie trwał lot?-pytam obok przechodzącą *stewardesse.
-Około 5 godzin. - mówi uśmiechając się miło.
-Dziękuję.
Lecimy już ponad godzinę.
-Zapomniałam!.. -krzyczę chowając twarz w dłoniach.
-O czym?- pyta siostra.
-Zapomniałam zadzwonić dzisiaj do Niall'a.
-Daj spokój. Na pewno zrozumie. - mówi połykając kolejne uprażone ziarno popcornu.
-Może.- wzruszam ramionami i przerzucam wzrok na szybę. Po kilkunastu minutach zasypiam.
-Dove obudź się, zaraz lądujemy. - słyszę zaspany głos Liv. Przecieram oczy, i odpinam pasy, zgodnie z informacją od pilota.
Na lotnisku czeka na nas babcia.
Zauważyła nas, bo biegnie w naszą stronę. Po chwili znajdujemy się w jej ramionach.
-Cześć dziewczynki.
-Cześć babciu.- mówimy w tym samym czasie.
-Chodzicie. - macha ręką i podąża przed siebie. Idziemy za nią razem z bagażami.  Wsiadamy do jej starego, ale wciąż zadbanego auta. Na dworze jest już ciemno, bo jest już północ. Po zaledwie 10 minutach jazdy jesteśmy w nowym domu babci. Bardzo mi się podoba. Rozpakowuje wszystkie swoje rzeczy i układam do szafy,która jest w pokoju gościnnym. W tym, w którym będę mieszkać razem z Liv przez najbliższy tydzień... Posłanie dla Teda również rozkładam, ale na podłodze. W końcu bezsilna opadam na łóżko. Obok śpi już Olivia. Nie mam siły dzwonić do Niall'a. Zrobię to jutro. On też pewnie już śpi. W tym właśnie przekonaniu zasypiam.
Jest ranek. Siedzimy przy stole jedząc śniadanie.
-Tak w zasadzie, to czyj to pies?- pyta babcia patrząc na Teda, który wbiegł do kuchni.
-Chłopaka Dove. - wtrąca Liv upijając łyk herbaty.
-Ojej.. Znalazłaś chłopaka? -pyta staruszka patrząc na mnie spod swoich okularów do czytania. Nie to że wcześniej nie miałam chłopaka, poprostu babcia nie musiała wiedzieć o takich rzeczach.
-Tak babciu.
-Jak się nazywa? Przystojny chociaż?  -dopytuje, czego naprawdę nie lubię.
-Niall, Niall Horan. I tak, jest BARDZO przystojny. - zabawnie podkreślam słowo "bardzo".
-Horan?
-Tak. - odpowiadam spokojnie, wiedząc że babcia czasami niedosłyszy. W końcu nie należy już do tych młodych.
-Dlaczego przywiozłaś go ze sobą? 
-Niall wyjechał do rodziców. Nie mógł wziąć go ze sobą.
-A gdzie mieszkają jego rodzice?
-Gdzieś w Irlandii.
-Bo wiesz, na mojej ulicy mieszka państwo o tym nazwisku.- gdy babcia to powiedziała, moje serce zaczyna bić szybciej. W innym tempie. Czy to możliwe?
-Czy to możliwe, że może chodzić o Niall'a?

**********************************
*stewardessa - kobieta obsługująca pasażerów samolotów
*Mullingar- miejscowość w Irlandii.

środa, 7 października 2015

Rozdział 6: " Do pana Horana poproszę."


Jestem w domu Nialla. Siedzę na kanapie z laptopem w rękach. Szukam ogłoszeń do pracy. Szukam już godzinę, ale wciąż nie ma nic co mogłoby mnie zainteresować. Przez moje uszy obija się dźwięk telefonu, który dzwoni gdzieś w mojej torebce. Niechętnie wstaję z wygodnej sofy i podchodzę do wieszaka, gdzie wcześniej powiesiłam rzecz, do której zmierzam. Wygrzebuję komórkę z pojedynczej kieszeni swojej torby i odbieram ją.
-Tak, mamo?
-Dove, przyjdź do domu na obiad. Gotuję spaghetti.
- dziwi mnie to, z jakim spokojem mówi do mnie. Miałam  ochotę jej odmówić, ale jak usłyszałam "gotuję spaghetti" przełamałam się, ale to tylko dlatego że to moje ulubione danie. Z chęcią zabrałabym ze sobą Nialla, ale go nie ma.. Z pewnością smakowałoby mu spaghetti mojej mamy. Robi najlepsze spaghetti jakie kiedykolwiek jadłam. -
-Dobrze. - zgadzam się i powoli wydycham nagromadzone powietrze z moich płuc.-
- Bądź na 14.
-Okey, do zobaczenia.
- ta krótka wymiana zdań i tak mnie dość zdenerwowała. Wracam do mojej poprzedniej pracy. Wygodnie układam się na kanapie i kładę laptopa na kolanach. Sprawdzam godzinę, jest 12. Mam jeszcze dwie godziny.
Następne pół spędzam na dalszym poszukiwaniu oferty pracy. Mam coś na oku, ale zadzwonie do nich jutro. Dziś przecież niedziela. Wyłączam laptop i zostawiam go na stoliku do kawy. Podchodzę do lady kuchennej i z jednej z szafek wyjmuję karmę dla psa. Nasypuję porcję do miski Teda i chowam torbę. Biorę drugą miskę psa i nalewam do niej czystej, zimnej wody. Wołam psa, a po chwili przybiega do mnie, a ja go głaszczę. Pokazuję na miski z jedzeniem i pies zaczyna jeść. Przyglądam się chwile Tedowi, po czym idę na górę ku pokojowi Nialla. Wchodzę i wyjmuję ze swojej torby sukienkę. Jest czerwona i dość obcisła. Zabieram ją i idę do łazienki. Biorę szybki prysznic i rozpuszczam włosy. Poprawiam make- up i zakładam sukienkę. Schodzę na dół. Ubieram czarne baleriny. Zabieram torebkę, a do niej wrzucam telefon, który wcześniej rzuciłam na kanapę. Wychodzę z domu i zamykam za sobą drzwi na klucz, który dał mi Niebieskooki.
Dotarłam już do domu. Stoję przed drzwiami, spoglądam na zegarek który zdobi mój nadgarstek. 13:55.
Dzwonię dzwonkiem do drzwi, a po chwili otwiera mi je moja siostra. Witamy się uściskiem i uśmiechem. Wchodząc do domu zauważam nakryty stół przy którym siedzi już James, szeroko się uśmiechając. Witam wszystkich i również siadam do stołu. Atmosfera podczas jedzenia jest napięta. Spoglądam dyskretnie na mamę, która owija makaron z sosem wokół widelca. Nikt się nie  odzywa.. Do czasu.
-No Dove, opowiedz o tym swoim Niallu. - mówi Liv. Kopię ją pod stołem i obrzucam piorunującym spojrzeniem. Kątem oka widzę wyczekujące miny Jamesa i mamy.
-No więc - zaczynam niepewnie- on jest bardzo miły i d-dobry. - jąkam się.-
I kochany..
-Czemu nie przyszedł z tobą? -pyta nagle James.-
-Bo on.. on -znów się jąkam. Cholera!-  on wyjechał do Irlandii.
-Ciekawe. A po co? - wtrąca mama.-
-On pojechał odwiedzić rodzinę. Jest Irlandczykiem. - udało mi się powiedzieć bez jąkania się. Wszystkie oczy skierowane na mnie, dziwnie się z tym czuję. -
-Kiedy wraca? -pyta tym razem Olivia.-
-Za dwa tygodnie. - mówię łamiącym się głosem. Oczy mam już szklane, czuję to. Spuszczam głowę i dłubię widelcem w jedzeniu. Nikt już się nie odzywa. Na szczęście. Gdy w końcu skończyłam jeść i pozmywałam po sobie naczynia poszłam do swojego pokoju i spakowałam kilka potrzebnych rzeczy i ubrania. Schodzę z walizką na dół. Przy stole siedzi mama, czyta książkę " Krwawa panna młoda. " muszę kiedyś ją przeczytać, ma bardzo ciekawy tytuł. Idę wciąż przed siebie nie zważając na pytający wzrok matki.
-Co robisz?- pyta odrywając oczy od książki.-
- Idę do domu Nialla.
-Z walizką?
-Tak. Zamieszkam tam na jakiś czas. Poprosił mnie o to. - mówię zakładając buty.-
-A dlaczego?
-On ma psa i nie mógł wziąć go ze sobą, a po za tym, ufa mi.
-Mhm. No dobra, leć.
-Pa, mamo. - otwieram drzwi i wychodzę ciągnąc za sobą walizkę. -
-Pa.
- idę chodnikiem do domu Niebieskookiego. Wokół przejeżdża masa aut. Nagle jedno zjeżdża na chodnik, a kierowca odsuwa szybę. Za kółkiem widzę Liam'a , uśmiecha się szeroko.-
-Podrzucić gdzieś panią? - śmieje się.-
-Do pana Horana poproszę. - mówię i wchodzę do samochodu. On uśmiecha się do mnie i rusza.-
-Już się do niego wprowadzasz ? - śmieje się ponownie.-
-Oczywiście. - również się śmieję.-
- Zobaczysz, że te dwa tygodnie szybko zlecą. - mówi nie odrywając wzroku od drogi. Uśmiecham się.
Podczas jazdy rozmawiamy o różnych rzeczach. Liam wydaje się bardzo miły i sympatyczny. Polubiłam go, mam nadzieję że z wzajemnością.-
-A ty, masz kogoś?-pytam.
-No mam. -jego końciki ust wysoko unoszą się.
-Znam ją?
- Chyba nie.
-A poznam?
- Mam nadzieję że tak. - mruga do mnie.
-Super- uśmiecham się głupkowato i wychodzę z auta, widząc że stoimy przy celu. - Dziękuję bardzo Liam. - uśmiecham  się, a on robi to samo.
Podchodzę do drzwi i wyjmuję klucze ze swojej torebki. Przekręcam dwa razy i wchodzę.
Tak jak wcześniej wieszam torebkę na wieszaku, który stoi przy wejściu. Tym samym kluczem zamykam drzwi. Wyjmuję telefon i kładę go na stoliku do kawy. Biorę walizkę i idę z nią na górę. Zostawiam ją przy łóżku i z powrotem schodzę na dół. Biorę laptopa i włączam go. Wchodzę na Skype. Widzę że Niall jest online. Szybko wybieram opcję "zadzwoń" po chwili widzę szeroki uśmiech Niebieskookiego. Nie mogę się nim nacieszyć.
-Cześć skarbie. -zaczyna.
-Hej. - uśmiecham się.
-Co u ciebie ?
- W porządku. A jak u ciebie?
-Koszmarnie
-Dlaczego ?
-Po pierwsze: Nie widziałem cię już od kilkunastu godzin, a po drugie, mama cały czas mi truje "Musisz kiedyś przyjechać tu z Dove. Pokazać jej naszą piękną Irlandię!".- przewraca oczami.
-To urocze. -śmieję się.
-Wcale nie.
-Właśnie że tak.
-Nie. Chyba nie chciałabyś słuchać tego po 10 razy na dzień.
-No nie...
-No..
-Wiesz byłam dzisiaj w domu, mama dzwoniła i  powiedziała żebym przyszła na obiad.
- A co było na obiad?
-Niall!
-No co? Jestem ciekawy.
- Spaghetti. - pokazuję mu język.
-Mmm. Pyszności.
-No raczej. A zwłaszcza mojej mamy.
-Jak wrócę, to też ci zrobię spaghetti.
-Mogę się założyć że i tak nie będzie tak dobre, jak mamy.
-Wątpisz we mnie, Dove?
-Nie.
-Więc nie oceniaj, zanim nie spróbujesz. - uśmiecha się.
-Niech ci będzie.
- opowiedziałam Niebieskookiemu, wszystko co dziś się stało i co postanowiłam robić w wolnym czasie, jak go nie będzie.
-Dobranoc, skarbie.
-Dobranoc. - uśmiecham się do Nialla i kończymy wideo rozmowę. Po zjedzeniu kolacji umyłam się. Wychodzę z łazienki. Jestem ubrana w swoją pidżamę. Mokre włosy opadają mi na plecy, mocząc koszulkę. Rozglądam się dookoła. Na dole panuje ciemność. Na korytarzu, gdzie aktualnie przebywam pali się światło które razi moje oczy. Stoję przed "tajemniczymi" drzwiami. Nadal nie wiem co się za nimi znajduje. Wolno i delikatnie naciskam na klamkę, z nadzieją że jest otwarte. Ku mojemu zdziwieniu drzwi się otwierają. 
*************************************
Hej 😞 Tak jestem smutna 😢.
Dlaczego? Dlatego że pod ostatnim rozdziałem nie ma ani jednego komentarza... A z kolei pod 5 rozdziałem było aż 7 komentarzy ! Wiedziałam że długo się tym nie pocieszę 😡
Mam nadzieję że jeszcze ktoś czyta te FF, bo jak nie to chyba dam sobie spokój..
Ta notka nie będzie należeć do najdłuższych bo nie wiem co do Was powiedzieć, jak wy nie odzywacie się się do mnie 😞 i mam też nadzieję że tym razem będzie choć jeden komentarz.
Pamiętajcie że komentarz to motywacja do pisania !
To tyle. Do zobaczenia ❤
~Directioner 😍

czwartek, 1 października 2015

Rozdział 5: "A jeśli poznasz tam fajniejszą laskę, ładniejszą i zgrabniejszą ode mnie?"


Co za wieczór. Nigdy nie spodziewałam się że jakiś chłopak będzie potrafił aż tak mnie uszczęśliwić. Prawie zapomniałam że ten chłopak jutro wyjeżdża, a ja nie będę go widzieć, czuć i całować.. Ale ja dam radę. Twarda jestem i tego się trzymam. W mojej głowie krząta się wiele myśli na ten temat, przez co w ogóle nie słyszałam jak Niebieskooki mnie woła. Jestem w domu Niall'a i siedzę na jego łóżku skupiając się wzrokiem na Tedzie. Nie zauważam jak Niall otwiera drzwi i wchodzi do pokoju. Ja wciąż wpatruję się w psa. Chłopak podchodzi, klęka przede mną, a jego dłonie spoczywają na moich kolanach.
Jego błękitne tęczówki błyszczą się jak nigdy. Czując jak Niebieskooki dotyka mnie, znów przechodzi po mnie paraliż i otrząsam się. Nasze spojrzenia spotykają się, a moje oczy robią się szklane.
-Dove, w porządku?
-Niall -przełykam ślinę.- czemu ja się  boję?
-Boisz się bo nigdy nie musieliśmy żegnać się na dłużej niż jeden dzień.
-Nie. Boje się że cię stracę, a ja cię kocham. I boje się że już cię nie zobaczę, choć wiem że ty się nie boisz.
-Nie boję się, bo wiem że nigdy nie stanie się to co powiedziałaś.
-Skąd wiesz?
-Poprostu
-A jeśli poznasz tam fajniejszą laskę, ładniejszą i zgrabniejszą ode mnie ?
-Nie ma takiej. -zaśmiał się.-
-Mówiłam ci jak bardzo cię kocham?
-Kilka razy
-Kocham cię bardzo
-Ja ciebie też. - przysuwa się do mnie i całuje.
Po tym jak porozmawiałam z Niebieskookim czuję się lepiej. Cały ciężar ze mnie spadł. Już kiedyś przeżywałam to samo. Przynajmniej podobną sytuację. Chodzi tu o mojego tatę, z całego serca pragnę by już więcej go nie zobaczyć. Wiem że tak się nie mówi, ale to moja sprawa i nikt mi nie zabroni.
Myślami jestem bardzo daleko od Nialla, a fizycznie bardzo blisko. Leżymy na sofie i oglądamy mecz. Nie za bardzo lubię oglądać je w telewizji, ale w realu to co innego. Z chęcią bym obejrzała taki mecz na żywo. Niebieskooki ciągle krzyczy coś sam do siebie, emocje podczas meczu mu towarzyszą.. Na szczęście to już końcówka. On leży wgnieciony w kanapę obejmując mnie ręką, a ja w niego wtulona. Ponownie czuję zapach jego perfum zmieszanych z zapachem wody po goleniu. Nie zorientowałam się jak Niall wyłączył telewizor. Przyglądał mi się uważnie, a ja jemu.
Nagle dzwoni dzwonek do drzwi, na którego sygnał wystraszyłam się.
-Spodziewasz się kogoś?
-Nie. - mówi wstając z kanapy i podchodząc do drzwi.-
 -Siema stary - w drzwiach stoi chłopak z mnóstwem loczków na głowie, zielonymi oczami i wielką ilością tatuaży. Jego dłonie schowane są w kieszeni.- Zajęty jesteś? - pyta po czym wychyla się do środka. Zauważył mnie.-
-Cześć Dove. - przywitał się i uśmiechnął.-
-Cześć Harry. - odwzajemniam uśmiech.-
-No trochę. - mówi Niall.
-Spoko, rozumiem - śmieje się - to siema. - mówi i odchodzi. Niebieskooki zamyka drzwi i siada obok mnie. -
-Głodna?
-Tak, a ty?
-Tak, co chcesz zjeść?-pyta wstając z kanapy.-
-Pizza?
-Okey, zaraz zamówię.- wyjmuje  telefon z tylnej kieszeni spodni i przykłada telefon do ucha.-
-Tak szybko zalazłeś numer pizzeri ? - moje oczy robią się trzy razy większe.-
-Mam ich w szybkim wybieraniu. - uśmiecha się szeroko. Zaczynam się głośno śmiać.
  Rozmawia z nimi już 10 minut..
-Nie, poproszę dwie z dodatkowym serem ! -krzyczy do słuchawki i w zabawny sposób porusza rękoma. Już płaczę ze śmiechu.-
-I z czego się śmiejesz? - pyta odkładając telefon na stolik do kawy. -
-No dziwne gdybym się nie śmiała.
-Ale nie ma z czego.
-Serio?  A widziałeś swoją minę jak z nimi rozmawiałeś? - znowu wybucham nieopanowanym atakiem śmiechu.
********************
Po zjedzeniu kolacji, postanowiliśmy się położyć. Tak jak ostatnio gdy tu spałam, nie mogę usnąć. Ale to nie dlatego że śpię tu po raz drugi, tylko dlatego że wiem, że za kilka godzin Niall wyjeżdża. Ta myśl mnie przytłacza. Leżę z głową na piersi Niebieskookiego. Rozmyślam co będę robić przez te dwa tygodnie. Może pojadę do babci? Nie..  To fatalny sposób na spędzanie wakacji. Mimo że i tak ją odwiedzę, to nie mam zamiaru robić tego w przyszłym tygodniu. A może poszukam pracy? Już niedługo wybije miesiąc odkąd jestem z Niallem i chcę mu coś kupić. Mojego kiszonkowego zostało dość mało, a do wypłaty mojej  mamy dość dużo czasu..
Tak, to jest to! Poszukam pracy. Jak będę zajęta pracą nie obejrzę się, a te dwa tygodnie zlecą. Zawsze tak jest.
Odstawiając te myśli na bok spoglądam na zegarek. 00:02. Niebieskooki wstaje o 8 żeby przyszykować się do lotu. Samolot ma o 9:30. Zostało mi jeszcze 8 godzin snu. Dla mnie akurat.
********************
<niedziela.> 
Przecierając rękoma oczy, zmywam z nich resztki snu. Patrzę na zegar. 7:30. Idę do łazienki i biorę szybki prysznic. Ubieram krótkie spodenki i koszulkę bokserkę. Włosy związuje w wysokiego kucyka i robię lekki makijaż. Wychodzę z łazienki. Po drodze na dół zerkam do sypialni. Niall jeszcze śpi. Wygląda przeuroczo. Zagryzam dolną wargę i bezszelestnie zamykam drzwi. Powolnym krokiem schodzę po schodach. Przez okno zauważam wielki ruch uliczny. Chyba już większość ludzi wybiera się na wakacje. Podchodzę do lodówki i zaglądam do niej. Wyjęłam 7 jajek i masło. Postanowiłam że dzisiaj zrobię śniadanie. Postawiłam patelnie na włączonej kuchence, a na nią wrzuciłam trochę masła. Z szafki wyjęłam miskę i rozbiłam w niej jajka, następnie je roztrzepując widelcem. Przy okazji dodałam pieprzu oraz soli. Po tej czynności wlałam jaja na patelnie , gdzie skwierczało już roztopione masło.
Gotową jajecznicę przełożyłam na dwa talerze. Jeden dla mnie, a drugi dla Niebieskookiego. Jemu oczywiście nałożyłam większą część dania, bo on jak zwykle jest głodny i do tego to facet więc...
Obok talerzy z jajkami położyłam widelce. Posprzątałam na blacie kuchennym i już miałam wołać Nialla, ale...
-Cześć skarbie. -podchodzi do mnie uradowany Niall i całuje mnie.-
-Cześć. Zrobiłam śniadanie. -odwzajemniam pocałunek i uśmiecham się. -
-To super bo jestem mega głodny. - podchodzi do stołu, siada na krześle i pociera dłonią o dłoń zanim zaczyna jeść.
Siadam na przeciwko śmiejąc się, po chwili sama zaczynam jeść.
Jest 9. Jestem z Niebieskookim na lotnisku. Rozmawiamy siedząc w holu głównym.
"Osoby lecące lotem 819 do Irlandii proszone są o wejście do samolotu." na to zdanie łzy napływają mi do oczu. Wstajemy z krzeseł i po raz ostatni żegnamy się.
-Będę tęsknić.- mówię, a pojedyncza łza spływa mi po policzku.-
-Ja bardziej. - mówi i przytula mnie. Jak już mnie puścił pocałowałam go. On dał mi klucze do swojego domu i się uśmiechnął.
Kobieta pracująca po raz kolejny powtórzyła tamto zdanie, a Niall odwrócił się i poszedł w stronę przejścia. Na progu po raz ostatni nasze spojrzenia spotykają się,a on się uśmiecha.
****************************************
Witajcie ! I jest 5 ! Kiedy to zleciało...
Jak wam się podoba? Mam nadzieję że zżera was ciekawość  :D (wiem, wredna jestem)
Dzisiaj, tak samo jak ostatnio krótko . Nie wiem czy nie zmienię czegoś w dodawaniu i pisaniu rozdziałów... Chodzi mi o to że będę dodawała krótsze, ale za to częściej. ;) Jak wolicie? To tyle :)
Do następnego. ❤✌
~Directioner 😍